Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lutego 2012

Światowy Dzień Kota :)

Wygrzebałam niedawno przedpotopowe zdjęcia moich ex-kotów. Przedpotopowe, bo jeszcze z epoki aparatu "kartkowego", mają około 12-15 lat ;) Do dziś nie wiem co pralka Polar miała w sobie, że wszystkie koty dosłownie pchały się do niej i wcale nie chciały z niej wychodzić. Ja ich tam wcale nie wpychałam ;) Za to wszystkie grzecznie pozowały do zdjęć.Powstał więc taki oto "tryptyk" ;)



Już dawno miałam w planach publikację tych zdjęć, a że dziś jest okazja, to przyszła i mobilizacja.

A wszystkim kotom życzę pełnych misek, oddanych właścicieli (aaa, przepraszam, raczej podwładnych;) i ciepłego miejsca do oddawania się ulubionej czynności, czyli spaniu :)

wtorek, 25 października 2011

Wracam do żywych blogujących :)

Ojjjj, bardzo długo mnie tu nie było. Niestety rozłożyły mnie trochę kwestie zdrowotne, przez ostatni miesiąc nie miałam nawet siły dziergać, do szycia wena także odeszła. Ale wracam już do sił, mam o wiele więcej energii i czuję, że zaczynają wracać mi pomysły drutowe, tym bardziej, że pogoda jest jak najbardziej odpowiednia, żeby opatulić się w coś wełnianego, albo alpaczego ;) 

Bardzo się cieszę, że mój ostatni post dotyczący przenoszenia linii szwów na tkaninę okazał się pomocną instrukcją. To rzeczywiście pracochłonny i czasochłonny proces, ale od zawsze uważałam, że lepiej spędzić więcej czasu nad określoną czynnością i zrobić coś dokładnie, niż później coś poprawiać, naprawiać i jeszcze się przy tym denerwować ;) Za to później pozszywanie kawałków materiału z zaznaczonymi liniami szwów jest już banalnie proste i mamy gwarancję 100% dokładności. 

Susanno, bardzo się cieszę, że opis okazał się pomocny :) Udało Ci się kupić papier samokopiujący?

Sistu - dziękuję :) Moim zdaniem ta metoda ułatwia znacznie już samo zszywanie kawałków materiału.

urkye - jakie radełko kupiłaś? Metalowe czy plastikowe? A co do papieru samokopiującego... nie mam pojęcia czy zwykła kalka będzie odpowiednim substytutem, nigdy nie używałam kalki. Daj znać czy robiłaś eksperymenty z kalką czy też kupiłaś papier samokopiujący :)

A na koniec przedstawiam mój urobek ogrodniczy, którego pilnuje asystent ogrodnika czyli Rózia :)



poniedziałek, 11 lipca 2011

Koci pomysł na sen :)

Parę dni temu postanowiłam zaadaptować pudełko po bożonarodzeniowym prezencie na pojemnik na moje robótki. I byłam pewna, że teraz będą bezpieczne i chronione przed ciekawskim wzrokiem, łapkami i zębami Rózi. Bo jak to kot, szczególnie upodobała sobie coś ciepłego i miękkiego - musztardową alpakę ;) Zresztą nie dziwię się jej instynktowi - ja także ją uwielbiam.Siedziałam dziś w ogrodzie i dziergałam turkusową bluzeczkę z Cotton Viscose Dropsa i nagle poczułam opór nitki. Mój genialny kot wpakował się do pudełka, rewelacyjnie się w nie wkomponował i momentalnie zasnął. Nie wiem czy ta alpaka ją tak uśpiła czy ogólne kocie niedzielne zmęczenie;) Na szczęście udało mi się wygrzebać motek spod śpiącego kota i dziergać dalej :)

Czy Wasze koty także starają się robić wszystko, byleby tylko odłożyć druty i zająć się nimi? :) U mnie na porządku dziennym jest łapanie nitki, podgryzanie żyłki i ogólne zainteresowanie robótką :)))

środa, 22 czerwca 2011

Safari z kardamonem :)

Dziś będzie trochę egzotyczna notka ;) Z uwagi na rozpoczęte wakacje ;)

Po pierwsze: szyję sobie sukienkę z "zebry". "Zebra" jest dość trudna w obróbce, bo nie dość, że jest to cienki jedwab, to jeszcze jest on gufrowany. Utrudnione jest więc krojenie, mierzenie, przenoszenie konturów. Ale praca idzie do przodu, a to najważniejsze :) Poniżej mała zajawka.

Po drugie: piekłam dziś "Szwedzkie bułeczki kardamonowe" i zapragnęłam podzielić się z Wami tym przepisem - bardzo polecam. Bardzo szkoda, że kardamon jest tak niedocenianą przyprawą w naszej szerokości geograficznej. Zapachy przy pieczeniu urzekają i to dla nich samych warto wypróbować ten przepis. Arabowie dodają kardamon do kawy, herbaty, także do wszelakich potraw i wypieków, a w Krakowie zakup kardamonu graniczy z cudem.

Na koniec, już całkiem nieegzotycznie,  mój osobisty Sfinks - Rózia :)